Tuż przed inauguracją sezonu 2022/23 w III lidze porozmawialiśmy z trenerem I drużyny Legionovii, Michałem Pirosem. Zapraszamy do lektury!

Na początek cofnijmy się nieco w czasie, gdyż nie było wcześniej okazji porozmawiać. Co czuł Pan dzień po ostatnim meczu poprzedniego sezonu z Błonianką Błonie? Smutek, żal, wkurzenie, a może dumę? 

Duże rozczarowanie, bo ciężko pracowaliśmy na cel, jakim był awans do II ligi. To były nasze wspólne marzenia. Tylko ja i najbliższe mi osoby wiedzą, jak dużo czasu poświęciłem temu, by je zrealizować – często kosztem prywatnych spraw i swoich innych pasji. Trudno, żeby w takich momentach nie pojawił się smutek i żal. On był naprawdę duży. Pojawiły się łzy… u mnie, u zawodników, u członków sztabu, u osób funkcyjnych w klubie, u sympatyków. Zobaczyliśmy, jak liczna grupa ludzi utożsamiała się z tym zespołem i jak bardzo nam wszystkim zależało. To są trudne momenty, bo czuliśmy, że zawiedliśmy, chociaż daliśmy z siebie 100%. Okazało się, że nie na wszystko mamy wpływ. Szkoda mi było zawodników, bo wiem, jak dobrze i rzetelnie pracowali przez cały rok. Nie zasłużyli na taki koniec.

Awans do II ligi i zwycięstwo w Pucharze były tak blisko. Czego zabrakło w końcowej fazie poprzedniej kampanii, by zgarnąć dublet?

Jednej bramki? Tej strzelonej w spotkaniach, w których traciliśmy punkty, a mogliśmy zwiększyć przewagę w tabeli. Zdrowia? Nie omijały nas kontuzje, przez co zabrakło rotacji w składzie. Przy zaangażowaniu w Pucharze Polski, gdzie rozegraliśmy dwie dogrywki, to z pewnością miało znaczenie. Był moment, kiedy nie mogliśmy skorzystać z żadnego z trójki naszych napastników. Szczęścia? Każdy wie, w jakich okolicznościach padały bramki na Polonii i nie jest to tylko i wyłącznie moja opinia. Znam osoby ze środowiska polonijnego i w rozmowach miały podobne odczucia. Doświadczenia? Z pewnymi rzeczami jako trener spotkałem się pierwszy raz i na bazie tego podjąłbym lepsze decyzje. A może narzędzi do pracy? W połowie sezonu straciliśmy dostęp do systemu GPS z powodu upadłości firmy świadczącej tego typu usługi. Całą zimę i rundę wiosenną pracowaliśmy na tak zwanego nosa, nie mając danych dotyczących naszej codziennej pracy. Pieniędzy? Rywalizowaliśmy z przeciwnikiem mającym dużo większy budżet i możliwości finansowe. Skuteczności? W finale stworzyliśmy sobie wystarczającą liczbę sytuacji do tego, by ten mecz wygrać. Nie ma jednego czynnika, który decydowałby o naszej porażce i braku osiągnięcia celów, które sobie zakładaliśmy. Na wynik końcowy składa się wiele aspektów i każdy z wymienionych z pewnością miał znaczenie. Uzbieraliśmy 80 punktów, czyli 74% możliwych do zdobycia. Średnia wyniosła 2,22 punktu na mecz, czyli więcej niż choćby mistrz Polski z poprzedniego sezonu. W każdej innej grupie III ligi ten wynik dałby awans. Po raz pierwszy w historii klubu dotarliśmy do finału Mazowieckiego Pucharu Polski, ale go przegraliśmy. Jako trener nie dostałem się na kurs UEFA PRO, bo zabrakło mi kilku punktów, które mogłem uzyskać choćby dzięki sukcesowi sportowemu. To był dobry sezon, ale zostaliśmy z niczym, a pamięta się tylko zwycięzców.

W letniej przerwie doszło tradycyjnie do zmian w kadrze I zespołu. Trudno będzie zastąpić Michała Bajdura i Piotra Bujaka?

Nie ma ludzi niezastąpionych, co pokazały 2 ostatnie lata. Po spadku z II ligi byliśmy zmuszeni na szybko zbudować nowy zespół. Odeszło 13 zawodników, a w ich miejsce przyszli nowi, którzy bez okresu przygotowawczego, bez gier kontrolnych musieli wejść z marszu w nowy sezon. Daliśmy radę, chociaż skala trudności była wysoka. Po sezonie odeszli Trubeha i Kluska, czyli zawodnicy gwarantujący liczby w postaci bramek i asyst, ale przede wszystkim wysoki poziom sportowy. Odszedł filar obrony Choroś. Wiele osób mówiło, że Legionovia będzie miała ciężko w nowym sezonie, a my zdobyliśmy 16 punktów więcej i zagraliśmy w finale okręgowego pucharu. Zmiany nigdy nie są łatwe. W szczególności te, na które nie mamy wpływu i pełnej decyzyjności, ale zawsze robimy wszystko, by nie ucierpiała na tym jakość zespołu. Do tej pory podejmowaliśmy w większości dobre decyzje personalne i te dotyczące modelu gry. Nie widzę powodów, dla których tym razem miałoby być inaczej. Odeszło dwóch graczy, którzy mieli znaczący wpływ na grę zespołu i byli ważnymi ogniwami. Zbliżający się sezon wykreuje nowych zawodników, tak jak poprzednio było w przypadku chociażby Bujaka, czyli chłopaka “wyciągniętego” z zespołu rezerw.

Czy zatem obecny skład jest silniejszy niż ten w sezonie 2021/22?

To boisko weryfikuje nasz poziom sportowy, a nie nasze opinie czy oczekiwania. To, co wydarzy się na boisku jest prawdą, a jedyną wymierną rzeczą w piłce nożnej jest wynik końcowy. To na jego podstawie będziemy oceniani. W sporcie trzeba udowadniać swoją wartość w każdym kolejnym meczu. Nowy sezon to nowe wyzwania, nadzieje i oczekiwania. Nowi zawodnicy muszą udowodnić, że są w stanie nam pomóc w realizacji celów i dać odpowiednią jakość. Wszyscy razem musimy pokazać, że jesteśmy w stanie grać dobry, poukładany, nowoczesny i przede wszystkim skuteczny futbol. Zaczynamy od zera. To, co było to już historia, od której trzeba się odciąć.

W okresie przygotowawczym rozegraliśmy 7 sparingów. Bilans? 1 remis i 6 porażek. Czy kibice mogą być zaniepokojeni?

Nie jest to komfortowa sytuacja i zawsze przyjemniej pracuje się, gdy mecze towarzyskie rozstrzyga się na swoją korzyść. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że 3 z tych spotkań rozgrywaliśmy z zespołami ukraińskimi. Dwa z nich grają w europejskich pucharach. Te ekipy seryjnie ogrywały w meczach towarzyskich drużyny z Ekstraklasy. Potraktowaliśmy to jako naukę. Ostatnie 2 sparingi zagraliśmy z mocnymi teamami z IV grupy III ligi. Przegraliśmy różnicą 1 bramki, ale były to dobre spotkania – na dużej intensywności, a wyniki z przebiegu meczów i sytuacji mogły być zupełnie inne. Wyciągamy wnioski i robimy wszystko, żeby wyeliminować mankamenty, które są przyczyną tych rezultatów. Nasze błędy zostały wykorzystane bezwzględnie przez naszych rywali, my tego nie potrafiliśmy zrobić. Kiedy życie daje ci cytrynę, zrób z niej lemoniadę. Zrobimy wszystko, żeby wrócić na zwycięską ścieżkę już w najbliższy weekend.

Będzie to Pański 3. sezon w roli trenera Legionovii. To jak, do trzech razy sztuka?

Mówimy o awansie czy zwolnieniu (śmiech)? Mamy mocną drużynę, ale życie, a w szczególności sport uczą pokory. Skupiamy się na najbliższym meczu, a później na każdym kolejnym. Żeby myśleć o grze o najwyższe cele, trzeba dobrze wejść w sezon i złapać serię zwycięstw. I na tym się w tej chwili koncentrujemy, a nie na spekulacjach. Jeżeli za rok będziemy mieli okazję znów porozmawiać, to będzie oznaczało, że ta praca została wykonana dobrze zarówno przez sztab jak i zawodników. Legionovia to stabilny klub pod wieloma względami, dający możliwość rozwoju i samorealizacji. Jestem zadowolony z tego, że tutaj jestem i mam nadzieję, że klub ma podobne odczucia co do mojej osoby i pracy, jaką tu wykonuję. Ten klub zasługuje na więcej i ma ku temu możliwości.

Które drużyny także będą liczyły się w walce o awans?

Poziom wydaje się bardziej wyrównany niż w poprzednim sezonie, ale nie chcę tracić czasu na spekulacje.

Czego więc życzyć Panu na nadchodzące 10 miesięcy?

Wytrwałości i tego, by o wynikach decydowało boisko.

Fot. Mariusz Sokalski

Odsłony: 969

Dodaj komentarz