Dariusz Zjawiński został wczoraj oficjalnie zaprezentowany jako nowy zawodnik Legionovii. Była to doskonała okazja do rozmowy z popularnym “Zjawą”. Wybraliśmy się w małą podróż w czasie, wspominając pierwszy etap w Legionovii oraz dotychczasową karierę Darka. Nie zabrakło też pytań o cele na najbliższy okres. Zapraszamy do lektury.

Darek, witamy z powrotem w Legionovii! To Twój powrót do klubu po ponad 16 latach.

Zgadza się. Czas wracać tutaj na stare śmieci. Bardzo miło wspominam swoją pierwszą przygodę w Legionowie. Mam nadzieję, że tak samo będzie i tym razem. Cieszę się, że tu jestem i liczę na to, że wspólnie coś osiągniemy.

Przenieśmy się do 2004 roku. Dużo zmieniło się od tamtego czasu na naszym stadionie?

Niemal wszystko. Boiska treningowe, zaplecze. Wówczas dostępne były boisko główne i 2 boiska piaskowe. Widać, że to wszystko idzie do przodu, w dobrym kierunku. Zespół też jest bardzo fajny, z dużym potencjałem. Także nic, tylko trenować.

Jak wspominasz ten pierwszy okres przy Parkowej? Spędziłeś wówczas u nas 2 rundy – rundę wiosenną sezonu 2003/04 i rundę jesienną sezonu 2004/05. W składzie Legionovii byli jeszcze tacy zawodnicy jak Piotr Barchwic, Wojciech Rostkowski, Marek Sarnecki, Waldemar Stachowiak czy Maciej Orłowski. Jaka to była drużyna?

To były zupełnie inne czasy. Przychodziłem tutaj jako małolat. Między innymi dzięki tej drużynie wypromowałem się. Rundę wiosenną miałem dość dobrą. Runda jesienna w moim wykonaniu była nieco gorsza, ale nie była zła. To był naprawdę dobry zespół. Zespół z charakterem – jeden za drugiego oddałby życie. Były wyniki, była atmosfera w klubie. Mam nadzieję, że po części uda mi się też to wprowadzić do tej szatni. Ale wiadomo, czasy się zmieniły i trochę inaczej trzeba dziś funkcjonować.

Dołączyłeś wtedy do Novii z CWKS-u Legia Bemowo. Czy mógłbyś wytłumaczyć, w szczególności młodszym kibicom, co to był za klub?

W tamtych latach istniała KP Legia Warszawa, czyli ta “główna” Legia z siedzibą na Łazienkowskiej oraz właśnie CWKS Legia Bemowo z siedzibą na Fortach Bema. To były w sumie dwa odrębne podmioty. CWKS skupiał w sobie drużyny juniorskie. Fuzja nastąpiła później, gdy powstała Akademia Legii Warszawa.

Przyszedł rok 2005 i po 2 rundach spędzonych w Legionovii dołączyłeś do Legii Warszawa.

Tak, dokładnie. W międzyczasie dostałem jeszcze powołanie do młodzieżowej Reprezentacji Polski prowadzonej przez trenera Dziekanowskiego. Zgłosiła się w końcu po mnie Legia i… nie wypadało odmówić. Na początku 2005 roku przeszedłem do klubu ze stolicy. Wszystko udało się dopiąć w miarę szybko i sprawnie. W tym miejscu podziękowania dla ówczesnego prezesa Legionovii.

Jaka to była Legia? Z kim dzieliłeś szatnię w drużynie Wojskowych?

Oj, to była bardzo mocna Legia. Do klubu ściągał mnie wówczas Jacek Bednarz. Trenerem był natomiast Jacek Zieliński, który był świeżo po zakończeniu kariery piłkarskiej. Wchodziłem do szatni, a tam Boruc, Saganowski, Vuković, Włodarczyk, Surma. Nie było przebacz. Jeśli nie dawałeś z siebie wszystkiego na treningu, to mówiono to prosto w oczy. Było się też jednak docenianym za dobrze wykonaną pracę, za dobrą grę. Należało być w 100% skupionym na treningach i meczach.

Po tych kilku nazwiskach, które wymieniłeś, nasuwa się jeden wniosek. To były same mocne charaktery, prawda?

Mocne charaktery i zjednoczona szatnia. Wszyscy trzymali się razem. Jeden szedł za drugiego w ciemno. Bardzo miłe wspomnienia. Zresztą, gdy grałem do niedawna w Zniczu Pruszków i mierzyliśmy się z Garbarnią Kraków, której szkoleniowcem był i nadal jest Łukasz Surma, to chwilę porozmawialiśmy i powspominaliśmy.

No właśnie. Czy utrzymujesz z kimś kontakt z tamtej ekipy?

Zdarza się spotkać z Jackiem Magierą. Z Łukaszem Surmą mieliśmy często styczność. Głównie z racji tego, jak wspominałem, że rywalizowaliśmy w jednej lidze. Do Pruszkowa często wpadał także Marek Saganowski. Niedawno jeszcze chociażby Tomek Sokołowski I czy Tomek Sokołowski II oraz Marcin Smoliński.

Jakby nie patrzeć, masz na swoim koncie Mistrzostwo Polski za sezon 2005/06.

No tak. Wiadomo, papier wszystko przyjmie, ale mój wkład w ten tytuł był bardzo niewielki. Ale cóż… Takie są fakty. Ja się z tego bardzo cieszę i mam na swoim koncie tytuł Mistrza Polski.

Prześledziłem statystyki z Twojej kariery. Zróbmy takie małe podsumowanie. Prawie 90 meczów na poziomie Ekstraklasy, ponad 100 spotkań na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Na koncie wspomniane Mistrzostwo Polski oraz Puchar Polski z Arką Gdynia. Jak myślisz, czy mogłeś wycisnąć coś więcej? Czy jednak jesteś zadowolony z tego, co osiągnąłeś?

Nigdy tak naprawdę się nad tym nie zastanawiałem. Wychodzę z założenia, że nie ma sensu patrzeć wstecz. Cieszę się z tego, co udało mi się zrobić i osiągnąć. Grałem w uznanych klubach, także na poziomie Ekstraklasy. Z każdego etapu wyciągnąłem pewne wnioski. Były też momenty kryzysowe, ale wtedy zawsze starałem się iść do przodu. Nie wybiegałem także nigdy specjalnie w przyszłość. Tak samo nie będę szczegółowo analizował przeszłości. Chyba nie o to chodzi w sporcie. Trzeba żyć z dnia na dzień, tu i teraz, a szczególnie w tych czasach. Najważniejsze, aby być zdrowym.

Tak jak wspomniałeś, kilka uznanych klubów w Twoim piłkarskim CV. Legia Warszawa, Odra Wodzisław Śląski, Cracovia czy Arka Gdynia – to na poziomie Ekstraklasy. Grałeś również w Świcie Nowy Dwór Maz., Dolcanie Ząbki, Pogoni Siedlce i ostatnio w Zniczu. Który z tych etapów wspominasz najmilej?

Wszystkie okresy wspominam bardzo miło. Nie ma znaczenia długość mojego pobytu w poszczególnych miejscach. Fajne przeżycia, inne doświadczenia. Czy to Śląsk, czy to Małopolska, czy to Pomorze. Na Śląsku poznałem moją obecną żonę, z którą jesteśmy razem już 14 lat. Mamy także 13-letnią córkę. Siłą rzeczy do końca będę już częściowo związany z tym regionem. Regularnie odwiedzamy tam naszą rodzinę. Także był to szczególnie udany czas. Wszystko potoczyło się swoim torem. Ja niczego nie planowałem. Gdzieś tam na górze było to już zapisane.

Darek, przechodzimy powoli do końca. Co zadecydowało o Twoim powrocie do Legionovii?

Skontaktowaliśmy się z Prezesem i trenerem. Wykonaliśmy 1-2 telefony. Ja byłem jak najbardziej na tak. Trener przedstawił mi wizję zespołu. Prezes przybliżył mi temat funkcjonowania klubu. Bardzo dobre warunki do trenowania. Boisko z naturalną nawierzchnią, boisko ze sztuczną trawą. Jest siłownia, wszystko jest “pod nosem”. Dziś wystarczy dobrze zorganizować czas, zadbać o funkcjonowanie klubu. Reszta zależy od zawodnika i jego podejścia oraz tego, co prezentuje na murawie. Jestem szczęśliwy, że tutaj trafiłem. Bardzo się cieszę, że będę ponownie reprezentował barwy Legionovii. I jeśli Bóg pozwoli, to tu zakończę też karierę.

Jakie cele zarówno na ten najbliższy czas, jak i późniejsze miesiące? Jakie cele indywidualne, a jakie drużynowe?

Zawsze liczy się drużyna, którą tworzą zawodnicy i sztab szkoleniowy. Klub to także zarząd i pracownicy. Wszyscy wspólnie pracujemy w jednym celu. Każdy chce, żeby Legionovia była wyżej i wygrywała. Mam nadzieję, że awansujemy do górnej ósemki. Najważniejsze to dobrze się przygotować, być zdrowym i zagrać na wiosnę w TOP 8.

Życzę zatem powodzenia w Twoim drugim etapie w Legionovii. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję.

Rozmawiał Patryk Grzelak.

Odsłony: 857

Dodaj komentarz